Greenway Country > GreenWay Polska > Blog section > Polecamy > Serwis elektrycznych aut – co należy o nim wiedzieć?

 

Ponieważ motoryzacja, czy komuś to się podoba, czy nie, będzie się coraz bardziej elektryfikować, warto przyjrzeć się, jak wygląda serwis samochodów elektrycznych. Dla posiadaczy samochodów elektrycznych, być może sprawa jest oczywista, jednak zaglądają tu też osoby, które nie mają dużego doświadczenia z elektrykami. Pojazd elektryczny, obok oczywistych podobieństw, różni się przecież od spalinowego sposobem, ilością i zakresem serwisowania. Czy jest się czego bać? Wręcz przeciwnie!

Blog GreenWay Polska

Wielkie zaskoczenie

W pierwszej chwili może się wydawać, że auto elektryczne, jako produkt najnowocześniejszej technologii, jest urządzeniem wysoce skomplikowanym. Spójrzmy na to z bliska. Spróbujmy ułożyć w myślach listę części, które w samochodzie spalinowym są niezbędne, by silnik działał. I co? Prawda, że lista jest długa? Zaś samochód elektryczny napędzany jest prostym silnikiem elektrycznym wraz z zestawem baterii i kilkoma niezbędnymi sterownikami. Liczba części i podzespołów jest mniejsza niż w przypadku auta na benzynę czy ropę. Mniejsza… nawet 6-krotnie!

Mniej części to też mniejsza szansa na awarie i mniejszy zakres obsługi. Nie „siądą” żadne wtryskiwacze, filtry cząstek stałych czy turbosprężarka. Wydatki na obsługę benzyniaka czy diesla w ciągu lat użytkowania mogą się sumować w grube tysiące złotych. W elektrykach jest prościej.

Czego potrzebuje samochód elektryczny?

Podstawowa obsługowa wynika ze specyfiki napędu elektrycznego. Dające mu energię baterie wymagają do pracy i zachowania trwałości płynu chłodzącego. Jego wymiana należy więc do podstawowych czynności serwisowych. Należy jej dokonywać… raz na 4 lata!

W samochodach elektrycznych nie ma układu spalania, który wymaga stosowania i częstej wymiany oleju. Jednak w ich przypadku uwagi wymaga olej w przekładni napędowej. Częstotliwość jego wymian określają producenci. Przykładowo Tesla zaleca wymianę oleju… co 160 tys. km. Nie, to zero to nie błąd w druku. Wymiany rzeczywiście są wielokrotnie rzadsze niż w przypadku oleju w silniku spalinowym. Sam silnik elektryczny, jak się szacuje, jest kilkaset razy mniej podatny na awarie. Może pozwolić przejechać bez problemów nawet miliony kilometrów.

Krótko mówiąc: napęd elektryczny to od ręki znacznie mniej czynności obsługowych i znacznie mniej problemów. A wraz z rozwojem naszej sieci, znikają też problemy dostępu do zasilania elektryka.

Są też podobieństwa

Oczywiście samochód elektryczny to nadal samochód – i częściowo obsługa nie różni się od tej znanej z benzyniaków czy ropniaków. Odpadają wymiany rozrządu, filtrów powietrza czy świec. Ale nadal musimy mieć na uwadze sprawność oświetlenia, zawieszenia czy stan zużywających się części układu hamulcowego. Przy czym układ hamulcowy w autach elektrycznych łączy się z systemami odzyskiwania energii. Tradycyjne tarcze czy klocki pracują tu znacznie mniej. I tym samym wolniej się zużywają.

Oczywiście pojazdy elektryczne obowiązują też przeglądy techniczne. Nie ma jednak żadnych powodów, dla których tego rodzaju pojazd miałby ich nie przejść ani przepisów nakazujących np. częstsze przeglądy niż w przypadku samochodów spalinowych.

Co z mocą akumulatorów?

Życiowe doświadczenie z trwałością baterii telefonów podsuwa obawy dotyczące akumulatorów samochodów elektrycznych. Niepotrzebnie. Roczny spadek pojemności akumulatorów takich aut nie sięga nawet 1 %, zaś kilkuletnie samochody cieszą się bateriami o pojemności mniejszej jedynie o kilka proc. A najczarniejszy scenariusz  – wymiana akumulatorów – zależnie od modelu – może się zamknąć w kilku tysiącach złotych. To koszt podobny jak przy niejednej większej naprawie benzyniaka czy diesla.

Niemniej o baterię warto dbać. Jak? Przede wszystkim starać się jak najczęściej ładować pojazd jedynie wówczas, kiedy poziom naładowania baterii osiąga ok. 20% lub mniej. Nawyk ciągłego podładowywania wcale akumulatorom nie służy. To proste zasady, polecane nie tylko w przypadku baterii samochodów, ale też laptopów czy telefonów komórkowych.

W trakcie szybkiego ładowania pojazdu raczej nie dobijać „do setki”, ale odłączać pojazd, kiedy naładowanie osiągnie ok. 80-90%, zaś prędkość ładowania spadnie. To nie tylko chroni żywotność baterii, ale jest ekonomiczne – często osiągnięcie pozostałych do setki 20% zajmuje tyle samo czasu, jak naładowanie do 80%.